Krajowy Związek Spółdzielni Mleczarskich Zw. Rew.: Mleczarstwo stawia na nowe technologie

Janusz Górski
Forum Mleczarskie Handel 4/2026 (136)
marek kapica
© kzsm zw. rew.

KZSML logo

 

 

 

 

Rozmowa z Markiem Kapicą,

prezesem zarządu Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich Zw. Rew.


Janusz Górski: Panie Prezesie, proszę przyjąć nasze gratulacje z powodu objęcia stanowiska tak istotnego i odpowiedzialnego dla polskiego mleczarstwa. Niech Pan przyjmie życzenia skuteczności w realizacji Pana wizji rozwoju Związku. Nie da się ukryć, że wchodzi Pan w obowiązki w czasie skomplikowanej sytuacji w branży mleczarskiej, która zaś jest pochodną sytuacji na świecie. Na co chciałby Pan położyć nacisk jako prezes Związku?

Marek Kapica: Dziękuję. Obejmuję tę funkcję w czasie wymagającym, ale zarazem takim, który wymusza jasne priorytety. Chciałbym, aby KZSM był przede wszystkim silnym, merytorycznym i wiarygodnym głosem spółdzielczego mleczarstwa – partnerem zarówno dla administracji, jak i dla samych mleczarni. Dziś nie wystarczy już reagować na bieżące kryzysy. Trzeba równolegle myśleć o opłacalności produkcji, bezpieczeństwie energetycznym, warunkach handlu, eksporcie oraz o tym, jak utrzymać konkurencyjność branży w perspektywie kilku lat, a nie tylko kilku miesięcy. To jest dla mnie zasadniczy punkt ciężkości. Polska branża mleczarska ma mocne fundamenty – w 2025 r. eksport produktów mlecznych osiągnął rekordowe 3,9 mld euro, a dodatnie saldo handlu wzrosło do 2,0 mld euro – ale właśnie dlatego trzeba dziś bardziej myśleć o trwałości tego sukcesu niż o samym jego ogłaszaniu. 

Pomówmy o diagnozie stanu polskiego mleczarstwa po pierwszym kwartale 2026 r. Liczba dostawców oraz krów mlecznych spadają, ale dostawy mleka rosną. Dochodowość hodowli jest zróżnicowana w związku z dużą rozpiętością ilości bydła w gospodarstwach. Poziom inwestycji po stronie przetwórców mleka waha się między kilkudziesięcioma tysiącami w małych spółdzielniach a 100–200 mln zł rocznie w przypadku dużych podmiotów. Jakie są największe bolączki w tak zróżnicowanej strukturze branży mleczarskiej?

Największą bolączką jest dziś nie sama różnorodność branży, tylko to, że ta różnorodność coraz częściej zaczyna oznaczać nierówność warunków działania. Mamy sektor, w którym z jednej strony funkcjonują bardzo nowoczesne, duże podmioty zdolne do dużych inwestycji i ekspansji eksportowej, a z drugiej strony – mleczarnie lokalne i średnie, które są ważne dla regionów i dostawców, ale mają znacznie mniejszą odporność na skoki kosztów, presję sieci handlowych czy wahania cen energii. Tymczasem dostawy mleka w Polsce rosną — w I kwartale 2026 r. skup wyniósł 3,4 mld litrów, czyli o ponad 3% więcej rok do roku — mimo że pogłowie bydła w grudniu 2025 r. było niższe niż rok wcześniej. To pokazuje, że sektor staje się bardziej wydajny, ale też bardziej spolaryzowany. I właśnie ta polaryzacja jest dziś jednym z głównych wyzwań. 

Druga bolączka to relacja między producentem i przetwórcą a rynkiem. Rolnik i mleczarnia inwestują w jakość, dobrostan, energię, automatykę, ślad środowiskowy, a później bardzo często zderzają się z rynkiem, który premiuje przede wszystkim niską cenę na półce. To osłabia zdolność całego sektora do długofalowego planowania. Trzeci problem to kapitał: duże zakłady mogą szybciej inwestować w efektywność, odzysk energii, robotyzację czy zabezpieczenia cyfrowe, podczas gdy mniejsze podmioty częściej inwestują ostrożnie, etapami i pod silną presją płynności. 

Które z tych problemów zyskują na znaczeniu, a które tracą?

Na znaczeniu zdecydowanie zyskują dziś koszty i ryzyka, które jeszcze kilka lat temu były traktowane jako kwestie dodatkowe albo „na później”. Mam na myśli energię, cyberbezpieczeństwo, odporność łańcucha dostaw, wymogi środowiskowe i dostęp do kapitału na modernizację. Energia nie jest już tylko pozycją kosztową w Excelu – staje się elementem bezpieczeństwa operacyjnego zakładu. Z kolei ESG przestaje być tematem wizerunkowym, a staje się językiem rynku, finansowania i współpracy z odbiorcami. Równie wyraźnie rośnie znaczenie eksportu, bo to on daje części zakładów oddech i możliwość dywersyfikacji ryzyka. 

Tracą natomiast znaczenie te przewagi, które kiedyś były niemal oczywiste: relatywnie tania energia, niższe koszty pracy czy przekonanie, że sam wzrost skali wystarczy do utrzymania przewagi konkurencyjnej. Dziś sama skala już nie wystarcza. Potrzebne są jednocześnie efektywność, elastyczność i zdolność do szybkiego reagowania na zmiany rynku. 

Zwróćmy uwagę, że w ostatnim 10-leciu staliśmy się 3. największym producentem mleka w Europie i 12. największym na świecie. Czy jesteśmy w stanie dalej rozwijać pozycję branży nabiałowej w Polsce na tle innych państw?

Uważam, że tak – ale pod warunkiem, że nie uznamy dotychczasowego awansu za coś trwałego i danego raz na zawsze. Polska rzeczywiście umocniła pozycję trzeciego producenta mleka w Unii Europejskiej, a eksport w 2025 r. osiągnął rekordowy poziom. To nie są drobne sukcesy, tylko dowód, że przez lata zbudowaliśmy silny sektor surowcowy i przetwórczy. Natomiast kolejny etap rozwoju nie będzie już polegał wyłącznie na zwiększaniu wolumenu. Będzie weryfikował, czy potrafimy lepiej zarządzać wartością, marką, jakością, obecnością na rynkach zagranicznych i technologiczną odpornością zakładów. 

Mamy potencjał, by rosnąć dalej, ale konkurujemy już nie tylko ceną i skalą, lecz także zdolnością do spełniania coraz bardziej wymagających standardów. To oznacza, że przyszła pozycja polskiego mleczarstwa będzie zależała nie tyle od tego, ile mleka wyprodukujemy, lecz od tego, ile wartości dodanej zdołamy zatrzymać w kraju i jak silnie zwiążemy produkcję z nowoczesnym przetwórstwem i eksportem. 

Czy dotychczasowe czynniki decydujące o naszym rozwoju nadal są aktualne, czy musimy włączyć nowe silniki rozwoju? Co to mogłoby być?

Dotychczasowe atuty nadal mają znaczenie. Wciąż bardzo ważne są dobra baza surowcowa, profesjonalizacja gospodarstw, doświadczenie spółdzielczości mleczarskiej oraz kompetencje eksportowe. Ale to już nie wystarczy. Nowe silniki rozwoju to przede wszystkim inwestycje w efektywność energetyczną, automatyzację, cyfryzację, bezpieczeństwo danych i procesów, a także budowanie większej wartości rynkowej produktów. Musimy też lepiej wykorzystać potencjał badań, współpracy z nauką i bardziej zaawansowanego zarządzania produkcją. Ministerstwo Rolnictwa samo zwraca uwagę, że wsparcie badań i innowacji jest dziś warunkiem zwiększania konkurencyjności i odporności sektora, a w odniesieniu do zakładów mleczarskich podkreśla się znaczenie inwestycji obniżających koszty energii i poprawiających bezpieczeństwo funkcjonowania zakładu.

Dodałbym do tego jeszcze jeden element: musimy nauczyć się lepiej opowiadać o wartości polskiego mleczarstwa. To nie jest branża „starej gospodarki”. To sektor technologiczny, eksportowy, odpowiedzialny społecznie, silnie związany z bezpieczeństwem żywnościowym państwa. Jeżeli sami nie będziemy tego pokazywać, to inni będą sprowadzali nas wyłącznie do dyskusji o cenie masła czy promocjach w sieciach. 

W rozmowach z zarządami mleczarni coraz częściej porusza się takie kwestie jak: cyberbezpieczeństwo produkcji, zabezpieczenia dostaw energii, wymogi ESG, robotyzacja, AI. Jakie zjawiska w największym stopniu naznaczą rozwój produkcji mleczarskiej w Polsce w kolejnych latach?

W mojej ocenie najmocniej zaznaczą się cztery zjawiska. Po pierwsze, energetyka i efektywność energetyczna, bo mleczarstwo to branża energochłonna i każda niepewność w tym obszarze natychmiast odbija się na kosztach. Po drugie, automatyzacja i robotyzacja, bo przy malejącej dostępności kadr będą one koniecznością, a nie luksusem. Po trzecie, ESG i ślad środowiskowy, ponieważ coraz wyraźniej wpływają na dostęp do finansowania, współpracę handlową i warunki konkurowania na rynku. Po czwarte, cyberbezpieczeństwo, bo nowoczesna produkcja jest dziś systemem cyfrowym, a nie wyłącznie mechanicznym. Zakład, który nie chroni danych, sterowania i łączności, naraża nie tylko IT, ale całą ciągłość produkcji. 

Jeżeli chodzi o sztuczną inteligencję, podchodziłbym do niej spokojnie, nie zważając na modę. AI nie zastąpi zarządzania ani ludzi, ale może bardzo pomóc w planowaniu produkcji, analizie zużycia energii, predykcji awarii, kontroli jakości czy logistyce. W mleczarstwie wygrają nie ci, którzy będą najgłośniej mówić o AI, tylko ci, którzy potrafią ją praktycznie włączyć do codziennego zarządzania zakładem. To samo dotyczy robotyzacji: nie chodzi o prestiż inwestycji, tylko o jej wpływ na wydajność, bezpieczeństwo i stabilność procesu. 

Polska pozycja w dziedzinie produkcji mleka w Europie w ostatnich latach wzrosła, ale czy przetwórcy umocnili swoją pozycję? Czy spółdzielnie posiadają poduszkę finansową na tak gwałtowne wahania koniunktury, czy też należy oczekiwać dalszego zmniejszania się ich liczby?

Myślę, że odpowiedź nie jest zero-jedynkowa. Przetwórcy jako sektor niewątpliwie umocnili swoją pozycję, czego najlepszym dowodem jest rekordowy eksport produktów mlecznych z Polski w 2025 r. – 3,9 mld euro i dodatnie saldo handlu na poziomie 2,0 mld euro. To pokazuje, że polskie mleczarstwo potrafi skutecznie konkurować nie tylko skalą produkcji, ale też obecnością na rynkach zagranicznych.

Natomiast siła przetwórstwa jest dziś rozłożona bardzo nierówno. Obok zakładów nowoczesnych, inwestujących i aktywnych eksportowo mamy spółdzielnie, które działają pod dużo większą presją kosztów energii, logistyki, finansowania i handlu. Dlatego nie powiedziałbym, że cały sektor ma jednolitą, bezpieczną poduszkę finansową. Część spółdzielni ją posiada, część funkcjonuje znacznie ostrożniej i każda kolejna fala wahań koniunktury ogranicza im przestrzeń do inwestowania i rozwoju. W dodatku początek 2026 r. pokazał, że rynek pozostaje zmienny – wartość eksportu w styczniu i lutym była niższa rok do roku, co przypomina, jak szybko potrafi zmieniać się otoczenie gospodarcze.

Dlatego trzeba się liczyć z tym, że proces konsolidacji będzie trwał, ale nie uważam, że powinien być traktowany jako jedyny scenariusz dla branży. Przyszłość obronią te spółdzielnie, które będą miały zdolność do inwestowania w energię, automatyzację, bezpieczeństwo cyfrowe i nowoczesne zarządzanie, a jednocześnie zachowają bliską relację z dostawcami i swoją pozycję rynkową. Coraz większe znaczenie będą miały również kwestie ESG, dlatego KZSM przystępuje do Okrągłego Stołu ESG i bierze udział w jego pracach – właśnie po to, aby branża współtworzyła reguły zmian, a nie tylko się do nich dostosowywała. W mojej ocenie przyszłość sektora nie zależy już wyłącznie od skali, ale od odporności organizacyjnej i zdolności do mądrego inwestowania.

Jak sytuacja w Zatoce Perskiej w zakresie cen czynników energetycznych wpływa na koszty działania spółdzielni mleczarskich? Jest Pan również prezesem zarządu spółdzielni w Wieluniu, więc śledzi Pan wydarzenia na żywym organizmie. Czy wahania cen paliw wpłyną na ceny produktów na półkach?

Wpływ jest realny, bo mleczarstwo jest branżą, która zużywa dużo energii i bardzo mocno odczuwa koszty transportu. W maju ceny ropy pozostawały pod wpływem napięć wokół Iranu i konfliktu na Bliskim Wschodzie; notowania Brent przekraczały 110 dolarów za baryłkę, a w Polsce rząd przedłużał czasowo obniżone stawki podatkowe na paliwa, żeby ograniczyć skutki wzrostu cen. To pokazuje skalę presji. Dla mleczarni oznacza to droższy odbiór mleka, droższą logistykę, większą niepewność przy planowaniu kosztów i dodatkową presję na marżę. 

Czy to automatycznie przełoży się na ceny produktów na półkach? Nie w sposób prosty i natychmiastowy, bo detal zależy jeszcze od popytu, polityki sieci handlowych, promocji i konkurencji. Ale długofalowo nie ma wątpliwości, że trwałe wzrosty kosztów energii i paliw muszą znaleźć odbicie w cenach albo w rentowności. A jeżeli nie pojawią się w cenach, to pojawią się w ograniczaniu inwestycji i osłabieniu kondycji firm. Ekonomii nie da się oszukać promocją. 

Jaki przekaz chciałby Pan skierować do przedstawicieli przetwórstwa i handlu?

Do przetwórstwa powiedziałbym tak: potrzebujemy dziś więcej współpracy strategicznej niż doraźnych ruchów obronnych. Polski sektor mleczarski ma siłę, ale tylko wtedy, gdy potrafi budować wartość, inwestować i mówić wspólnym głosem w sprawach fundamentalnych. Do handlu natomiast mam prosty przekaz: mleczarstwo nie może być traktowane wyłącznie jako źródło agresywnych promocji i narzędzie walki o ruch w sklepach. Jeżeli chcemy mieć w Polsce nowoczesny, stabilny sektor mleczarski, to w łańcuchu wartości musi być więcej partnerstwa i więcej szacunku dla realnych kosztów produkcji. Także dlatego, że mówimy o branży, która buduje bezpieczeństwo żywnościowe kraju, daje miejsca pracy i wypracowuje znaczącą nadwyżkę eksportową. 

Najkrócej mówiąc: chciałbym budować przekaz, że polskie mleczarstwo nie jest problemem do zarządzania, tylko potencjałem do wykorzystania. Ale żeby ten potencjał wykorzystać, trzeba mu stworzyć warunki – uczciwe, przewidywalne i rozwojowe. 

Dziękuję za rozmowę
Janusz Górski

Zobacz także